Jesienne refleksje. Podsumowań czas.

jesienne refleksje


No i wielkimi krokami nadeszła Pani Jesień. Czas zbierania plonów. Czas rozliczania się z całego okresu zasiewów, pielęgnacji i zbiorów. Jak poszło w tym roku? Czy jesień jest naprawdę taka straszna? Dzisiaj jest czas na moje jesienne refleksje.

Ostatni czas był dla mnie bardzo aktywny pod względem właśnie zbierania plonów. Dosłownie i w przenośni. Na wiosnę zasiane, rzucone w glebę nasionka i idee, kiełkowały sobie przez całe lato, a teraz zaczynają przynosić swoje rezultaty. Dzisiaj będzie nieco inny klimat posta.

W moich ogrodowych poczynaniach osiągam kolejne poziomy, jednak daleko mi do poziomu mistrzów. Uczę się na swoich błędach i jak w każdym biznesie (choć ogród należy do jednego z moich hobby, a nie biznesu) trzeba dużo cierpliwości, wytrwałości i umiejętności obserwacji.

Skoncentrujmy się jednak na plonach – sukcesach i porażkach, tych stricte ogrodowych.

Tegoroczne pomidory nie zaskoczyły swoją plennością i wydajnością. W tym roku sadzonki po raz pierwszy przygotowałam odpowiednio. Niestety, po wiosennych problemach z „rozruchem” nie osiągnęły szczytu swoich możliwości. Z jednej strony spowodowane było to kilkoma moimi błędami – kolejny sezon, a ja wciąż uczę się na błędach – a z drugiej strony gorące i upalne lato nie ułatwiało zadania.

Wiosenna przecinka drzewek owocowych przyniosła pozytywne efekty. Śliwka wydała swoje pierwsze owoce – co prawda tylko pięć sztuk, ale trzeba przyznać, że jest to sukces – po kilku latach bez efektów. Młode jabłonie też wydały swoje pierwsze poważne owoce. Myślę, że to był dość obfity plon, jak na tak młode drzewka – około 20 sztuk jabłek na każdej jabłoni.
Starej brzoskwini też posłużyło przecinanie gałązek. Wydała plon całkiem pokaźnych rozmiarów – co na nią jest dużym sukcesem, bo owocuje średnio raz na dwa lata i wydaje maleńkie brzoskwinie. W tym roku miała dość duże owoce – co prawda dużo mniejsze niż sklepowe, ale jak na to drzewko imponujące.

Arbuz i melon – to kompletna porażka tego roku. Zero plonów. Roślinki wyszły na wiosnę, ale podczas suszy wyginęły. Za rok muszę podjąć odpowiednie kroki, by kolejny sezon okazał się bardziej owocny. Skoro inni mogą wyhodować arbuza w polskich realiach – mogę i ja.

Cukinia, dynia i kabaczek – ta trójka od kilku sezonów zajmuje pierwsze miejsce w naszym ogrodzie, piwnicy, spiżarni i lodówce. Co prawda w tym roku susza też dała jej popalić, ale mimo to, zbiór całkiem pokaźnych rozmiarów na dobre rozgościł się w moim domu.

Aronia to też zbiory jesienne. Co prawda mój krzak zaspokoił tylko potrzeby na zrobienie nalewki, jednak babcia zaprosiła mnie na zbiory aronii do siebie. Jej dwa potężne krzaki aronii ucieszyły wiele osób. I tak z trzech wiader aronii zebranych u babci powstało wiele słoiczków soku aroniowego i wino aroniowe, które sobie sympatycznie bulgocze w kuchni.

Porzeczki – mamy kilka krzaczków porzeczek, jednak w tym roku nieco zasililiśmy naszą plantację nowymi sadzonkami. Od wiosny widać, że co najmniej 80% z nich poważnie urosło – co daje całkiem realne nadzieje na przyszły sezon.

Borówka amerykańska – całkiem dobrze spisały się nowo wsadzone krzaczki. Jak na pierwszy sezon, miały trochę owoców, więc moim zdaniem to bardzo dobry wynik. Jednak kilkuletnie krzaki nieco zawiodły moje oczekiwania.

Maliny – kolejny sezon i kolejne zawiedzione nadzieje. Podobno malina jest rośliną łatwą w uprawie … cóż nie dla mnie, ale nie poddam się. Będę walczyć o własne malinowe owoce aż do skutku.

Winogron – część winogron posadzona jest na wiosnę, drugą część dosadzimy już niebawem. Krzaczki posadzone w tym roku oczywiście nie owocowały, bo jest to nierealne. Jednak rozwinęły się bardzo ładnie i zagęściły na ogrodzeniu. Liczę, że w przyszłym sezonie spróbujemy własnych owoców.

Na moim podwórzu rośnie sobie czarny bez. Zupełnie przez nikogo nie niepokojony. Przykuł moją uwagę już wiosną – kwitnąc pięknie i bardzo aromatycznie. Jednak dałam mu spokój i dopiero nie dawno zebrałam jego owoce i przerobiłam na sok, który ma doskonałe właściwości przeciw przeziębieniowe. Odszypułkowanie było dość pracochłonne, ale było warto.

Absolutnym hitem tego sezonu jest czeremcha. Wcześniej nie znałam tego krzewu/drzewa. Dopiero sąsiadka uświadomiła mnie, że da się z niego zrobić całkiem sensowne soki i oczywiście nalewkę. Okazało się, że w mojej okolicy jest bardzo dużo dziko rosnącej czeremchy, dlatego niewiele myśląc udałam się na jej zbiory.

Jednostkami niepokojącymi mnie najbardziej tej jesieni są dziki. Dziwnym trafem biegają po okolicy zupełnie bez żadnych ograniczeń i ryją nieogrodzoną część działki. Że o prześciganiu się ze mną w tym, kto pierwszy zbierze/zje jabłka znajdujące się na terenie bezpańskim nie wspomnę.

Do sukcesów poza ogrodniczych, a również zasianych wiosną trzeba ewidentnie zaliczyć fan page na Facebooku, który tworzę razem z kolegą z Anglii. Dotyczy on piątkowych wieczorów, w które umilamy czas naszym znajomym poprzez wspólne granie i śpiewanie. Kolega gra na pianinie, ja na gitarze. Na ścianie za pośrednictwem rzutnika wyświetlane są slajdy z tekstem, który razem z nami śpiewa nasza publiczność. Napiszę kiedyś dłuższy tekst o mojej muzycznej przygodzie. Gdybyście byli zainteresowani naszym fan page’m to zapraszam do odwiedzin: Sing Along At Rue De Foch

Kolejnym sukcesem tej jesieni jest ewidentnie zakończenie remontu, który ciągnął się przez całe wakacje. Gdyby przyznawali nagrodę w Księdze Rekordów Guiness’a nasz remont za pewne zająłby jedno z czołowych miejsc. W każdym razie nareszcie zniknie jeden z głównych rozpraszaczy mojej uwagi. W końcu będę mogła w pełni skupić się na tworzeniu bloga.

Tej jesieni też posiałam jedno ziarenko – powstał na Facebooku fan page tego bloga Kraina Rozwoju

A jak Wam mija jesień? Czy też jest dla Was czasem podsumowań dotychczasowych poczynań w tym roku?

Dodaj komentarz