Jak nie sprzedać klientowi towaru i jak nie zarobić przyzwoitej sumy pieniędzy?

Jak nie sprzedać klientowi towaru i jak nie zarobić przyzwoitej sumy pieniędzy?

Czy zdarzyło się Wam, że wiedzieliście dokładnie czego chcecie, że chcieliście to kupić, ale niestety nie było to możliwe w sklepie? W dzisiejszym artykule opowiem Wam o przygodach, jakie spotkały mnie w jednym z marketów budowlanych.

Klient przygotowany, ale niestety zlekceważony.

Wybraliśmy się z przyjaciółmi na zakupy do jednego ze znanych marketów budowlanych. Mieliśmy listę zakupów, które chcieliśmy tam zrobić. Po wcześniejszym rekonesansie w innych marketach budowlanych mieliśmy pokaźną listę rzeczy, które chcieliśmy zakupić właśnie w tym markecie.

Nie byliśmy tą grupą klientów, co to chodzą cały dzień i marudzą: „a może to, a może tamto?” Wiedzieliśmy dokładnie czego chcemy, weszliśmy z listą i chcieliśmy kupić.

Przygoda zaczęła się z kabiną prysznicową. Mieliśmy wybrany model i rozmiar. Poprosiliśmy sprzedawcę, by nam podał wybrany model. Sprawdził w komputerze jego dostępność i poszedł na magazyn. Po pół godzinnym oczekiwaniu stwierdził, że na magazynie nie ma kabiny, że jest tylko dostępna ta z wystawy … . Zapytaliśmy, czy możemy w takim razie zamówić taki sam model. Dowiedzieliśmy się, że akurat TEGO modelu nie da się już zamówić W OGÓLE. Zapytaliśmy zatem czy można zakupić ten model wystawowy. Na to odpowiedział nam sprzedawca, że musiałby zapytać kierowniczkę czy mu pozwoli sprzedać model z wystawy. Stwierdziliśmy, że nie warto tracić dalej czasu i udaliśmy się na dalsze zakupy w tym sklepie.

Mieliśmy wybrany model – komplet: szafkę pod umywalkę, umywalkę i szafkę z lustrem. Podobna procedura – komputer pokazuje, że jest, sprzedawca mówi, że tylko zdejmie z palety … czekamy kolejne pół godziny, czekamy i nic … okazuje się, że nasz wybrany model zaginął w akcji: czytaj komputer pokazuje, że jest, ale sprzedawcy nie potrafią go znaleźć.

Nieco zmartwieni, ale nadal nie tracący nadziej idziemy na dział płytek – mamy wybrane płytki do łazienki na podłogę i ścianę i to całkiem pokaźny metraż. Cóż, pan dwoi się i troi by nam znaleźć potrzebną ilość metrów z wybranego modelu płytek, ale niestety nasze rozczarowanie jest ogromne. Płytek nie ma tyle ile potrzebujemy. Na pytanie ile musielibyśmy czekać na dostawę zamówionych płytek, dowiadujemy się, że jeśli dobrze pójdzie to dwa tygodnie! Śmiech na sali! Czyżby trzeba było je wyprodukować?

Pomimo tak fatalnego układu sił nie dajemy za wygraną i na szybko komponujemy inny zestaw płytek ścienno – podłogowych do łazienki. Ku naszemu zdziwieniu ich także nie ma, bo jakbyśmy byli przedwczoraj, to owszem znaleźlibyśmy ich 70 metrów kwadratowych, ale nie dzisiaj … .

Cóż rozdrażnieni do granic możliwości, po półtora godzinnej batalii dajemy za wygraną i wychodzimy wyposażeni tylko w folię malarską. Postanawiamy zmienić lokalizację z głębokim postanowieniem, że nasze noga nigdy więcej nie stanie w OBI, bo to właśnie o tym markecie budowlanym mowa. To jest totalna katastrofa!

Inny market, inna rzeczywistość.

Nasze kroki kierujemy od Leroy Merlin. Co prawda jesteśmy lekko zniechęceni, ale wciąż mamy nadzieję, że uda nam się zrobić zakupy. Robimy szybkie rozeznanie w sprzęcie i płytkach i po chwili już wiemy, czego chcemy.

Dział kabin prysznicowych i rzeczy łazienkowych spisuje się na 5 z plusem. Na wystawie nie ma takiej kabiny jak potrzebujemy, ale dla klienta wszystko. Miły chłopak sprawdza w komputerze i okazuje się, że jest w stanie spod ziemi wyciągnąć kabinę spełniającą nasze oczekiwania. Na sklepie jej nie ma wystawionej, ale na magazynie jest. Do tego szybko dopasowuje nam brodzik i inne rupiecie potrzebne do szczęśliwej kąpieli pod prysznicem. Całość ładuje na wózek. Jest miły, uprzejmy i uśmiechnięty. Powoli odzyskujemy wiarę w ludzi.

Miły chłopak od pryszniców obsługuje także zestawy szafek łazienkowych i luster. W ciągu kolejnych 10 minut z magazynu przygotowuje dla nas wybrany zestaw szafek, lustra i umywalki. Jesteśmy pod wrażeniem! Z wyładowanym po brzegi wózkiem przenosimy się na dział płytek.

Wybieramy płytki, pytamy sprzedawcę o dostępność. Większość płytek jest dostępnych, brakuje tylko 3 metrów kwadratowych, ale jak chcemy to nam sprowadzą i w ciągu kilku dni będziemy mogli je odebrać. Zgadzamy się bez wahania! (Sprowadzenie płytek zajęło im 3 dni i jeszcze sami zadzwonili, że można odebrać)

W ciągu pół godziny mamy zrobione zakupy i szczęśliwi wracamy do domu. Trzeba przyznać, że obsługa jest miła i uśmiechnięta od samego początku do samego końca. Nawet pani na kasie jest bardzo uczynna i dosłownie z radością nas obsługuje. To był dopiero komfort. Wszystko dostępne i klienci obsłużeni na najwyższym poziomie!

To jak to jest?

Czy w dzisiejszych czasach nawet wielkie sieci hipermarketów mogą sobie pozwolić na lekceważenie klienta? Jak nie ten klient, to inny? Prawda jest jednak taka, że zadowolony klient powie o Tobie tylko kilku swoim znajomym. Niezadowolony klient powie o tym wszystkim napotkanym osobom! Jeśli jeszcze pomnożyć to przez ilość niezadowolonych osób z naszej zakupowej ekipy to wyjdzie całkiem pokaźna grupka osób, które dowiedzą się o tym jak zostaliśmy potraktowani.

Zrozumielibyśmy, gdyby nie było jednej, czy dwóch rzeczy, ale WSZYSTKICH z naszej zakupowej listy? W tak wielkim sklepie? Porażka!

Czy macie jakieś ciekawe przygody związane z robieniem zakupów? Pozdrawiam wakacyjnie!

4 thoughts on “Jak nie sprzedać klientowi towaru i jak nie zarobić przyzwoitej sumy pieniędzy?”

  1. Miałam podobną sytuację także w sklepie budowlanym. Udałam się tam w celu obejrzenia na żywo wieszaka łazienkowego znalezionego na stronie internetowej sklepu. Zależało mi na wieszaku koloru beżowego, niestety na sklepie mieli tylko biały, który kompletnie by mi do niczego nie pasował. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że na stronie internetowej sklepu była informacja, że w sklepie są dostępne oba kolory – biały i beżowy. No niestety. W końcu nie kupiłam nic w tym sklepie, bo na wieszak w kolorze beżowym musiałabym kilka dni czekać. Na szczęście nie pojechałam do tego sklepu specjalnie po ten wieszak, weszłam do niego przy okazji 🙂
    Swoją drogą super wpis, ciekawa historia, acz nie chciałabym jej przeżyć na własnej skórze 🙂

    1. Historia z dreszczykiem :), nie chciałabym jej przeżyć ponownie. Ale przynajmniej będzie co opowiadać następnym pokoleniom! Dobrze, że nie pojechałaś specjalnie do tego sklepu! Bo byś niepotrzebnie straciła czas i nerwy!

  2. W budowlanych marketach nie polecam nigdy polegać na dostępności podanej na stronie internetowej, bo obrót materiałów jest tak duży, że nie nadążają z zaczytywaniem świeżych informacji. Najlepiej przed wyjazdem na zakupy zrobić telefoniczne rozeznanie – ja tak robię zawsze i się sprawdza. Jak nie w jednym markecie to w następnym.

Dodaj komentarz