Refleksje powalentynkowe

Billy Frank Alexander
Billy Frank Alexander

Walentynki, Walentynki, dla chłopczyka i dziewczynki … wielu ludzi rzuca się
w wir święta zakochanych. Serduszka są widoczne na każdym kroku. Na ulicach dominuje kolor czerwony. Wszędzie widać zakochane pary. Czy święto zakochanych ma sens w naszej rzeczywistości?

Myślę, że można znaleźć wielu zwolenników i przeciwników tego święta. Jedni będą Walentynki uwielbiać, a drudzy nienawidzić – ot takie nasze realia. Jakie są Walentynki z mojej perspektywy?

Napędzają gospodarkę

Bez wątpienia trzeba przyznać, że Walentynki napędzają w lutym gospodarkę. Ludzie masowo kupują czerwone gadżety. Wszystko tonie w serduszkach. Zakochani prześcigają się w coraz to wymyślniejszych prezentach jakie kupują swoim ukochanym. Handel w związku z tym kwitnie.

W niektórych miastach miejsca w dobrych restauracjach są już na pół roku wcześniej zarezerwowane z okazji tego święta. Czyli na pewno ludzie związani z gastronomią będą sobie chwalić Walentynki – bo i odnotują duży ruch
w swoich lokalach.

Tak samo sprawa wygląda z kinami – filmy romantyczne królują 14 lutego. Sztuki teatralne o miłości także przyciągają widzów. Przed telewizorami zasiądzie także grono osób, które z radością obejrzą kolejny film o miłości
w zaciszu domowych pieleszy.

Wiadomo – im więcej osób obejrzy coś w kinie, czy przed telewizorem – tym więcej osób obejrzy walentynkowy blok reklamowy, co może zaowocować decyzją zakupową. Czyli kolejny punkt na konto rozwoju gospodarki. Trzeba przyznać, że Święto Zakochanych w tej kwestii jest bardzo pożytecznym wydarzeniem.

Są na pokaz

Niestety niektórzy dzień 14 lutego traktują jako okazję do tego by „się pokazać”. By świat dowiedział się jak bardzo kochają, jak drogie prezenty są w stanie kupić swoim ukochanym i jak dużo szumu narobić wokół samych siebie i swojego związku.

Później mają miejsce rozmowy powalentynkowe … tzw. przechwalanki, gdzie to zakochani nie byli, czego nie robili, jakich drogich prezentów nie dostali. Jednym słowem wyścig trwa … .

Są szansą dla nieśmiałych

Przy różnych opiniach jakie Walentynki zbierają, trzeba przyznać, że są także doskonałą szansą do okazania uczuć przez nieśmiałych. Czasami właśnie w ten dzień nabierają więcej śmiałości, by wyznać to co czują swoim wybrańcom.

Z racji, że jest to bardzo ciepły dzień dla ludzkich relacji – nasi nieśmiali adoratorzy mogą również spotkać się z łaskawszym przyjęciem przez obiekty westchnień.

Podtrzymują relacje

Są czasami związki, w których partnerzy ciągle się mijają i nie mają czasu na spędzanie czasu ze sobą. Praca, dom, dzieci – nieustanna gonitwa dnia codziennego. Brak jest chwili na wytchnienie, na nacieszenie się z bycia
w relacji.

Gdy na horyzoncie pojawiają się Walentynki, bardzo często zwalniają. Odnajdują trochę czasu tylko dla siebie, na to by spędzić go tylko z osobą ukochaną, by na nowo zbliżyć się do siebie.

Oni naprawdę potrzebują Walentynek, potrzebują dnia, który pozwoli im zwolnić, wyciszyć się i odnowić relację, by płomień ich miłości nie wygasł.

Jest w nich wiele radości

Bez zaprzeczenia jest fakt, że Świętu Zakochanych towarzyszy wiele radości. Ludzie częściej uśmiechają się do siebie na ulicach. Są bardziej skłonni do rozmowy i zwykłej ludzkiej życzliwości. Stają się łagodniejsi, pogodniejsi, bardziej cieszą się z życia.

Można się dobrze bawić

Dzień Zakochanych to dobra okazja do tego by się świetnie bawić
i to w towarzystwie osób, które kochamy. Pozytywnych chwil nigdy za wiele w życiu, tym bardziej, że to czas karnawału, więc można podwójnie cieszyć się życiem.

Można się nieźle męczyć

Osoby, które są singlami albo nie lubią całej walentynkowo – czerwono – romantycznej otoczki mogą się w ten dzień bardzo męczyć. Będą z każdej strony bombardowane miłosnymi komunikatami. Czy to w mediach, czy na ulicy, czy w Internecie, ale zawsze można się ukryć i przeczekać Walentynki. Ostatecznie można też odespać w ten dzień jakieś „senne zaległości”.

Trochę przereklamowane

Myślę, że Walentynki są trochę przereklamowanym świętem. Wszyscy wokół szaleją. Dostają czerwonej zadyszki. Dwoją się i troją, by zaspokoić potrzeby rynkowe albo zaspokoić walentynkowe zachcianki partnerów.

Jest presja medialna, presja społeczna, by iść za tłumem, by nagle, zbiorowo okazywać sobie miłość wszem i wobec, czy ma się na to ochotę, czy nie, bo tak wypada, bo tak narzuca pędzący tłum.

No, ale jak to mówią – reklama jest dźwignią handlu, a ludzie bardzo często są konformistami. Brak im indywidualności. Siły by sprzeciwić się panującym trendom, by iść pod prąd i czy tego chcą, czy nie podążają ślepo za innymi.

Obdarowywanie się prezentami i okazywanie sobie uczuć jest dobre

Generalnie obdarowywanie innych prezentami jest świetną sprawą. Ludzie bardzo lubią dostawać prezenty, a jeszcze bardziej dawać je innym. To wspaniałe uczucie, gdy możemy zrobić niespodziankę drugiej osobie i zobaczyć uśmiech na jej twarzy, gdy odpakowuje nasz podarunek.

Jeszcze fajniejsze jest okazywanie innym uczuć, mówienie im o tym, co się do nich tak naprawdę czuje. To nic nie kosztuje, a daje bardzo wiele radości obu stronom. Każdy lubi być doceniony i czuć, że jest potrzebny innym ludziom.

Prywatna sprawa

Uważam, że świętowanie Walentynek powinno być prywatną sprawą każdego człowieka. Nie czymś narzuconym społecznie, czy zdeterminowanym przez modę albo zewnętrzne czynniki.

Jedni chcą świętować – ja nie mam nic przeciwko temu. Tylko niech to będzie ich niezależna decyzja, a nie coś do czego są zmuszani. To, że wszyscy świętują, nie znaczy, że każdy musi. Jeżeli cała około walentynkowa atmosfera sprawia Ci radość i satysfakcję, to baw się dobrze i nie przejmuj się negatywnymi opiniami innych.

Jeżeli jednak nie odczuwasz takiej potrzeby, by przystrajać się w czerwone serduszka i trąbić na prawo i lewo o swoim uczuciu, to przecież nie musisz tego robić, nikt nie zmusza Cię do tego. Jeśli lepiej będziesz się czuć z dala od walentynkowego szału, pozostań tam i nie zaprzątaj sobie głowy tym wydarzeniem.

Czy tylko 14 lutego?

Naszła mnie taka refleksja, że samo święto walentynkowe nie jest niczym złym. Jest radosne, pełne ciepła i miłości. Bo w końcu to bardzo dobrze, kiedy ludzie okazują sobie nawzajem pozytywne uczucia, ciepło i akceptację. W końcu miłość jest jednym z najpiękniejszych uczuć jakie może nas spotkać na planecie Ziemia.

Jednak nie do końca rozumiem cały ten szał wokół dnia 14 lutego. Bo jeżeli kogoś kocham, to nie widzę sensu żeby przez cały rok siedzieć w ukryciu, nie okazywać miłości nagle, w jednym dniu w roku dosłownie ociekać miłością.

Jeżeli kocham to zależy mi na tej osobie przez cały rok i na co dzień staram się okazywać jej uczucia. Nie robię tego na pokaz, bo tak chce społeczna nagonka. Robię to z potrzeby serca, bo tak mam. Nie dlatego, że ktoś mi coś każe.

Staram się, by Walentynki gościły u mnie codziennie, a nie tylko raz do roku. Dlatego nie nadaję specjalnego znaczenia Świętu Zakochanych. Fajnie, że jest taki dzień, kiedy świat na moment staje się lepszym miejscem. Jednak nie przemawia do mnie fakt takiej miłości na zawołanie, tylko na moment.

Okazujmy sobie pozytywne uczucia na co dzień, a każdy dzień stanie się wyjątkowy, a życie nabierze piękniejszych kolorów.

1 thought on “Refleksje powalentynkowe”

Dodaj komentarz